Chycina 07.08 - Bazy nurkowe - galeria cz. 1

Przejdź do treści

Menu główne:

Chycina 07.08

Tym razem postanowiliśmy zakosztować kontaktu z wodą .... inaczej - kajaki. Pomysłodawcą i organizatorem był Michał. Po kilku zmianach terminu udało nam sie "dogodzić" jak największej liczbie zainteresowanych. Termin 04-06.07.08. Spływ Obrą. Plan był taki:
- przyjazd w czwartek wieczorem na miejsce biwakowe nad jez. Chycina. Biwak "na górce".
- piątek wypłynięcie pożyczonymi kajakami z Św. Wojciecha (Miedzyrzecz)
- Obrą do Zalewu Bledzewskiego
- nastepnie kanałem pomiedzy Zalewem Bledzewskim a jez. Chycina
- a tu nastepnie do biwaku.
Plan zrealizowaliśmy w całej rozciagłości. Machaliśmy wiosłami 7 - 8 godzin. Przez pierwsze ok. 4 godziny przeżywaliśmy kajakowy extrim. Przeciąganie kajaków przez zatory na Obrze. Dla rozrywki mieliśmy co 100, 200 m przepływanie nad lub pod zwalonymi drzewami. Całe szczęście że dopisała nam pogoda. Pod koniec troche wiało ale dało się wytrzymać. Ostatni przepłynęli na biwak ok. 19.00.
Woda była bardzo ciepła ale jak wyszliśmy na brzeg to jedni całowali ze szczęścia ziemię, a inny nie mieli już na to czasu bo dostali drgawek z wychłodzenia i wyczerpania. Doszło do tego że np. ja po 3 godzinach od przypłynięcia nie mogłem unieść ... kieliszka do ust. Także bolały nas mięśnie ramion, kręgosłup i szczególnie ..... dupa. Te kajaki pod plecy miały pasek parciany a pod tyłek ... kawałek styropianu. Nie dość że ciężka trasa to jeszcze niewygodna. Następnego dnia to już było gejowskie pływanie po okolicznych jeziorach. Nuuuuuda. Było nas ponad 20 osób, 12 kajaków dwuosobowych.






Piątek. Start około 10.00 z Św. Wojciecha. Przygotowanie kajaków.


No i płyniemy.







Krótki odpoczynek i posiłek na  biwaku w Gorzycy






Jak mieliśmy chwilę odpoczynku podziwialiśmy przyrodę




Następnego dnia zjedliśmy śniadanie i powoli przygowowaliśmy sie do dalszego spływu. Ja odpuściłem. Bolał mnie krzyż, mięśnie a przede wszystkim ... dupa.

Ten na dalszym planie to Michał - winowajca naszych cierpień.






Nasz port.







Sobota. Wypłynięcie na rajd po pobliskich jeziorach




W międzyczasie odwiedził nas motocyklu dawno nie widziany Tadeusz z kolgą Peterem. Byli akurat na zlocie motocyklistów w Łagowie.





Wszyscy przeżyli. Trzeba to oblać.


Kooooniec.

 
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego